Zemsta (nie) jest słodka

środa, 25 września 2019
Share

John Wick, Kratos, Hamlet, Hrabia Monte Christo... w kulturze zemsta jest jedną z najsilniejszych motywacji. Ale czy rzeczywiście jest słodka? I co nasza fascynacja nią mówi o nas samych?

🎧 Tu znajdziesz wersje podcastowe

Spotify: https://spoti.fi/2lGZKus / Apple: https://apple.co/2BlOnfO

Listen to “Zemsta (nie) jest słodka” on Spreaker.


📰 Wersja tekstowa

To była chwila, która zmieniła twoje życie. Zabili twoją żonę. Twoje dziecko. Zabili twojego ojca, całą rodzinę. Zabili twojego psa. Może i chcieli zabić ciebie, ale im nie wyszło.

Nie masz już nic. No, może tylko jeden cel. Sprawiedliwość. Co zrobisz? Pójdziesz na policję i poczekasz na proces? Czy weźmiesz sprawiedliwość w swoje ręce, a przy okazji pozwolisz, żeby wizja odwetu utrzymała cię przy życiu?

Powiedzieć, że zemsta lubi się z kulturą i popkulturą, to jak powiedzieć, że jest szansa, że po włączeniu radia natrafisz na jakąś piosenkę o miłości. Obydwa te uczucia motywują, ale jakoś tak zemsta motywuje bardziej. Bo motyle w brzuchu raczej nie zmienią cię w żywy czołg, który wytnie wrogów jak Punisher, Kratos, Uma Thurman czy John Wick.

Mój kolega, Cezary Kuik, wsparł mojego vloga większą kwotą na Patronite i mógł zaproponować temat, który następnie podejmę. Wiedział od razu: Filip, pogadasz o zemście. 

Jest coś fascynującego, pierwotnego i katartycznego w akcie odwetu a nawet w samej intencji – woli jej dokonania, bo zemstę można definiować jako czynność i jako pragnienie, który może nigdy się nie ziści, ale popycha nas naprzód.

Od zarania dziejów z zemstą flirtuje każda znana nam kultura. Dla Greków była to bogini Nemezis, która uosabiała gniew bogów. Była przeznaczeniem, przed którym nie sposób uciec i wraz z trzema Eryniami stała na straży sprawiedliwości. Egipcjanie mieli Petbe, Normanowie Valiego i Vidara. 

Muzułmanie mają wywiedzione z szariatu prawo qisas, które polega na wyrządzeniu takiej samej lub podobnej krzywdy, jaką sprawca wyrządził ofierze. Czyli Kodeks Hammurabiego: oko za oko, ząb za ząb.

A jeżeli myślicie że judeochrześcijański Bóg w wydaniu starotestamentowym był tak miłościwy, jak Jezus Chrystus w bestsellerowym sequelu, to dla Was mały fragment z Księgi Wyjścia: “Uczyńcie mu, jak on zamierzał uczynić swemu bratu. Usuniesz zło spośród ciebie, a reszta słysząc to, ulęknie się i nie uczyni więcej nic takiego pośród siebie. Twe oko nie będzie miało litości. Życie za życie, oko za oko, ząb za ząb, ręka za rękę, noga za nogę”. To przecież nic innego jak powtórzenie zasad Kodeksu Hammurabiego i zachęta do brania odwetu, jako recepta na zachowanie społecznego porządku.

O sycylijskim prawie vendetty nawet nie wspominam. Pewnie rozumiecie do czego zmierzam. Kiedy mówię, że kultura i zemsta dogadują się od wieków całkiem nieźle, to nie mam na myśli kultury sensu stricto, tylko kulturę sensu largo, jako systemy wierzeń, prawa, rytuały i obyczaje – czyli to, co konstytuuje całe społeczeństwa.

Naturalnie, ta fascynacja przesiąkła także do sztuki. Szekspirowski Hamlet zabija swojego wuja Klaudiusza, za to, że ten zabił mu ojca. Otello zabija swoją żonę Desdemonę pod wpływem zazdrości. Hrabia Monte Christo? To Edmund Dantes z powieści Aleksandra Dumasa, który bierze odwet na ludziach, za których sprawą stracił 14 lat życia. 

Podobnie bohater filmu “Oldboy”, który chce się zemścić za 15 lat niewoli, ale… nie wie, że sam najpierw padł ofiarą wyjątkowo wyrafinowanej zemsty. Bo to więzienie było częścią wielkiego planu, żeby… ugh… nie chcę tego nawet kończyć. Wolę zjeść żywą ośmiornicę niż oglądać zakończenie “Oldboya” raz jeszcze. 

Więcej filmów. John Wick strzela do złych ludzi za zabitego psiaka. Panna Młoda w “Kill Bill” siecze, aż się nie dosiecze do tytułowego Billa. I to przez dwa filmy.

Gry? Proszę bardzo. Kratos w serii “God of War” mści się na bogach – za rodzinę, za niesprawiedliwość i za wszystko. Wampir Raziel, jeden z moich ulubionych growych bohaterów, powraca z zaświatów jako upiór, po tym, jak jego stwórca Kain, zabił go z zazdrości o piękne skrzydła. Brzmi niemal biblijnie.

A Eminem fantazjuje na temat zabójstwa swojej byłej żony Kim w więcej niż jednym utworze. Zresztą, hip-hop słynie z dissów, które zmieniają się w akty werbalnej zemsty na innych raperach. Zapytajcie Ja Rule’a, który został przez Eminema i 50 Centa zamordowany, zakopany i zapomniany.

A o Batmanie i Punisherze wspomnę tylko po to, żeby odhaczyć kategorię komiksy.

To tylko kilka przykładów. Przekaz pozornie jest jasny: zemsta jest słodka. Zarówno dla bohaterów historii, jak i tych, którzy je śledzą. Klingoni i Quentin Tarantino dorzucą jeszcze, że nie tylko jest słodka, ale najlepiej smakuje serwowana na zimno. I być może tak jest. Ale już po posiłku potrafi wywołać zgagę, jeśli nie wymioty.

Tu wchodzi nauka. Cała na biało. Grupa szwajcarskich badaczy wzięła zemstę pod lupę i w warunkach laboratoryjnych przeprowadziła eksperyment w postaci gry ekonomicznej między studentami. Ci mieli ze sobą współpracować we wspólnym celu, ale podłożony gracz w każdym zespole sabotował resztę. Pozostali mieli możliwość się na nim zemścić, a badacze analizowali reakcje zachodzące w mózgach.

Co się okazało?

Po pierwsze, wszyscy byli przekonani, że możliwość odwetu pozwoli im poczuć się lepiej.

Po drugie, ci, którzy dokonali zemsty, rzeczywiście czuli się lepiej. Przez krótką chwilę ich mózgi świeciły się jak sylwestrowe niebo, dając zastrzyk przyjemności… i to tyle. Niedługo później pojawiały się wyrzuty sumienia i okazało się, że czują się znacznie gorzej po fakcie niż grupa tych badanych, którzy nie zdecydowali się na zemstę.

A ci, którzy się nie zdecydowali… żałowali, że się nie zemścili.

Można powiedzieć, że obie grupy były przekonane, że zemsta jest słodka i obie czuły się nieszczęśliwe, choć znacznie bardziej ci, którzy zdecydowali się na wzięcie odwetu.

Dlaczego?

Naukowcy wytłumaczyli to pojęciem “ruminacji”, czyli obsesyjnymi myślami, które krążą po naszych głowach i zasiewają wątpliwości co do podjętych decyzji. Jedni myśleli: a może trzeba było dowalić? Inni: a może trzeba było odpuścić? Tylko, że ci pierwsi szybciej odpuszczają, tłumacząc sobie: a, może nie było warto, to nic takiego. A ci, którzy wzięli odwet mielą to bez końca, kwestionując swój wybór.

I coś w tym jest. Czy zemsta kiedykolwiek prowadzi do happy endu naszych kulturalnych mścicieli? Hamlet ginie. Otello popełnia samobójstwo. John Wick, Raziel i Kratos wpadli w chorą spiralę przemocy, z której nie ma wyjścia. Panna Młoda z “Kill Billa” czeka cierpliwie na zemstę ze strony córki jednej ze swoich ofiar. Michael Corleone umiera w samotności. Eminem od lat mówi, że żałuje swoich utworów o byłej żonie, a Punisher i Batman to przypadki kliniczne. No dobra, może tylko Hrabia Monte Christo po wszystkim spojrzał na swoją starą celę w której spędził 14 lat, skinął głową myśląc: dobra robota i odjechał z ukochaną i bogactwem w siną dal.

Czyli, co do zasady, zemsta bohaterów jest jednocześnie ich zgubą. Drogą w jedną stronę. A mimo to te historie nie przestają nas kręcić. Dlaczego?

Mam dwie odpowiedzi. 

Po pierwsze, bo to namiastka uczucia zemsty, która uchodzi nam na sucho. Tak jak każda fantazja i fikcja, pozwala nam wejść w buty protagonisty, żyć cudzą historią i spróbować emocji, których sami nie doznamy.

I po drugie, bo filmowa zemsta jest zawsze spektakularna. Ktoś stracił rodzinę. Ktoś stracił majątek. Ktoś stracił 25 lat życia i kolekcję winylowych płyt Genesis. Na co dzień mścimy się. O tak. Mścimy się dokładnie tak, jak czasy w których żyjemy. Wystawiamy negatywną recenzję sprzedawcy na eBay i dajemy łapkę w dół pod filmem Bez/Schematu. Oczywiście, anonimowo. Wypuszczamy wycieki do social media: screeny z rozmów albo revenge porn – co podobno stanowi dziś plagę, ale ja nic o tym nie wiem, bo nie jestem jednym z nastoletnich bohaterów serialu “Euphoria”.

Kręci nas flirt z uczuciem, którego sami nie potrafimy przeżyć tak, jak bohaterowie wielkich, tragicznych historii. Po prostu. I chyba dobrze, że przyjmuje dla nas właśnie taką formę, bo jak pół wieku temu ujął to Martin Luther King: jeśli będziemy stosować zasadę oko za oko, ząb za ząb, staniemy się ślepym, bezzębnym narodem.

A zaznaczę że tego odcinka nie oglądają ci na świecie, którzy mają prawdziwe powody do zemsty. Nigeryjskie matki, których córki zostały porwane przez Boko Haram, żeby służyły jako seksualne niewolnice. Syryjskie rodziny, które straciły dorobek swojego życia i szanse na godne życie, jeśli i nie życie. Bliscy ofiar kolejnych masakr w Birmie. Czy nawet na ulicach USA. Dlatego uzupełnię słowa wielebnego dr Kinga: gdyby zemsta w realu realizowała się tak, jak w popkulturze, to społeczeństwa całego świata już dawno założyłyby swój własny Hotel Continental znany z Johna Wicka.

Jeszcze raz serdeczne dzięki dla Cezarego za wsparcie mojego vloga. Mam nadzieję, że podołałem tematowi. Dajcie znać w komentarzach jakie są Wasze ulubione historie zemsty w kulturze. 

Chcesz odwiedzić inne planety w Układzie?

Jeżeli lubisz ruchome obrazki, efekty CGI i charyzmatycznego prowadzącego.
Jeżeli doceniasz to co robię, chcesz mnie wesprzeć i mieć wpływ na B/S.
Jeżeli potrzebne Ci małe, regularne dawki wysokooktanowej inspiracji.
Jeżeli moja twarz Cię bawi, a wątpliwej jakości humor intryguje.
Jeżeli pasjonuje Cię mądre i nowoczesne zarządzanie i sektory kreatywne.
Jeżeli wiesz, że Twoja działalność powinna być bardziej bez schematu.