O czym tak naprawdę jest SUKCESJA?

środa, 30 października 2019
Share

"Sukcesja" to serial o tym, co się stanie, gdy połączy się bogactwo, rodzinę i władzę oraz Szekspira z operą mydlaną i biografią Ruperta Murdocha.

🎧 Tu znajdziesz wersje podcastowe

Spotify: https://spoti.fi/33x9vMv / Apple: https://apple.co/2N1OOCX

Listen to “O czym tak naprawdę jest SUKCESJA?” on Spreaker.


📰 Wersja tekstowa

Jest w serialu “Succession” scena, której pewnie nikt nie wyrzuci z pamięci. Przytoczę ją tutaj bez kontekstu, nie zdradzając za wiele.

Logan Roy, architekt medialnego imperium, miliarder i tyran, zwołuje swoją rodzinę i najbliższych współpracowników na uroczystą kolację. Logan wie, że wśród zebranych znajduje się zdrajca. Zaczyna sadystyczną zabawę, zaciskając stopniowo pętlę na szyi jej uczestników i samych widzów.

Wskazuje trzy osoby. Swojego wieloletniego przyjaciela, swojego zięcia i swojego bratanka. Każe im klęczeć na podłodze, następnie udawać świnie i walczyć o kiełbasę. Upokarza ich na oczach wszystkich obecnych na sali, którzy wiwatują chyba z poczucia ulgi, że to nie oni znaleźli się na podłodze.

Okazuje się, że zdrajca ukrywał się w tłumie, a całe to widowisko nie miało żadnego znaczenia. Było po prostu kaprysem władcy. Wszystko wraca do normy, bo nikt nie chce wracać pamięcią do tej sytuacji. Upodleni nadal pracują dla Logana i pozostają na każde jego skinienie.

Oto granice władzy Logana Roya. I to, jak dysfunkcyjne, przerażające i jednocześnie makabrycznie zabawne może być połączenie niewyobrażalnego bogactwa z niemal nieograniczoną władzą i aspirującą o przejęcie tego wszystkiego rodziną.

Zarys fabuły “Sukcesji” jest tak oszczędny, że równie dobrze mogła z tego powstać kolejna “Dynastia” albo sztuka teatralna. A powstało coś pomiędzy. Brytyjski scenarzysta Jeremy Strong oraz producent Adam McKay (która dał nam m.in. “Vice” i “Big Short”), stworzyli historię, która miesza w sobie horror, tragedię i komedię, soap operę i szekspirowski dramat historyczny.

Grany przez Briana Coxa Logan Roy jest głową rodzinnego klanu i twórcą medialnego imperium Waystar Royco. Kiedy przypomina o sobie jego wiek i stan zdrowia, wszyscy zdają sobie sprawę, że nie będzie żył wiecznie. Rekiny wyczuwają krew, zaczyna się więc walka o pozycję następcy, którą komplikuje fakt, że patriarcha wcale nie zamierza abdykować z własnej woli.

Są w tej historii wyraźne zapożyczenia z biografii rodziny Murdochów i przede wszystkim samego Ruperta Murdocha, potentata medialnego, twórcy m.in. stacji informacyjnej Fox News czy dziennika The Sun, który stanowi pierwowzór dla postaci Logana Roya. Widać też inspiracje Williamem Hearstem, czyli “Obywatelem Kanem” oraz perypetie rodziny Redstone’ów, którzy stworzyli Viacom, CBS i Paramount Pictures. I, bardziej klasycznie, unosi się w “Sukcesji” duch “Króla Leara” Szekspira, przyjmując perspektywę jego dzieci, które chciałyby zagarnąć królestwo dla siebie, względnie podzielić je lub zniszczyć.

Mógłbym zachwycać się nad tym, że serial ma jedne z najlepiej napisanych, najbardziej błyskotliwych i diabelnie zabawnych dialogów we współczesnej telewizji. Że obsada, z Brianem Coxem, Jeremym Strongiem i Kieranem Culkinem na czele, po prostu przechodzi samą siebie, tworząc wiarygodne, choć odpychające moralnie postaci. Że każdy odcinek otwiera jeden z najbardziej cool motywowów muzycznych od czasu “Halt and Catch Fire”.

Ale to w końcu Bez/Schematu, więc przejdźmy do esencji. Trzy wymiary, z których każdy mógłby stanowić samodzielną kanwę tematyczną, w “Succession” nakładają się na siebie, wzmacniają i często dają zaskakujący efekt. Te wymiary to bogactwo, rodzina i władza.

Myślicie: “bogactwo”, dlaczego nie “pieniądze”? Bo to zbyt pospolite. O pieniądze to może chodzić plebsowi. I są seriale o plebsie goniącym za dolarem, jak np. “Suits”, “Gossip Girl”, czy moja ulubiona (hehehe…) “Euforia”. W “Sukcesji” chodzi raczej o styl życia oparty na bajecznym bogactwie. Takim, którego my nie znamy i nigdy nie spotkamy na ulicy, bo żyje w innej, niedostępnej dla nas rzeczywistości. Rodzina Royów nie jest ucieleśnieniem 1% społeczeństwa. To jest ten 0,001%, który widzialny jest w zupełnie innym zakresie długości fal.

My jako widzowie możemy czuć się wyróżnieni, bo oglądamy ich w naturalnym środowisku, czyli bańce. Żyją w wieży z kości słoniowej. Przemieszczają się prywatnymi helikopterami i odrzutowcami. Weekend spędzają na polowaniu na Węgrzech albo na ultranowoczesnym jachcie. Mają własnych kierowców, kucharzy i służących, a sami nie wiedzą ile kosztuje karton mleka, bo na taką ignorancję ich stać. Mogą kupić co chcą i kogo chcą. Ze zwykłymi ludźmi – 99,9% – w zasadzie nie wchodzą na co dzień w interakcję. Bo nie muszą. Royowie są przez swoje bogactwo tak oderwani od rzeczywistości, że nawet nie muszą mieć poglądów. Na cokolwiek. 

To, co uczłowiecza bohaterów, a i paradoksalnie często odczłowiecza, to wymiar rodzinny. Patrząc na ich zachowania, czasem trudno uwierzyć, że Royów łączy krew lub powinowactwo. Nie wiem czy płynie w ich żyłach błękitna krew. Powiedziałbym, że jest przezroczysta albo zmiennobarwna, bo są to ciekawe, ale i do cna cyniczne osobowości. My oglądamy ich dla momentów, w których sami robią sobie krzywdę, bo tylko wtedy jakkolwiek przypominają ludzi.

Loganowi, patriarsze i seniorowi, poświęcę więcej miejsca mówiąc o władzy.

Jego syn Kendall od pierwszego odcinka typowany jest na naturalnego następcę ojca. Jego pozycję komplikują wrażliwość, uzależnienia i traumy.

Roman, drugi syn, to błaznujący luzak, który płynie przez życie jak surfer na pozłacanej i wyłożonej diamentami desce. Nikt nie traktuje go poważnie, co z jednej strony jest jego spadochronem w każdej sytuacji, z drugiej – stanowi dla niego naturalną przeszkodę do osiągnięcia w życiu czegokolwiek.

Shioban to jedyna kobieta wśród rodzeństwa. Sprawia wrażenie najinteligentniejszej, najbardziej postępowej i względnie etycznej, choć ma w sobie potencjał do bycia największym cynikiem i oportunistą w rodzinie.

Oraz Connor. Najstarszy z rodzeństwa. Idiota i ignorant większy niż reszta, który nie przepracował dnia w swoim życiu, utrzymuje się z kosmicznego kieszonkowego i trzyma z boku spraw rodzinnych.

Ważną rolę odgrywa również lawirant i karierowicz Tom, partner a później mąż Shioban oraz wyjęty z zupełnie innej bajki, ulubiony wśród fanów serialu kuzyn Gregg.

Każda z tych postaci dostaje doskonałą ekspozycję w pilocie serialu, każda ma jakąś swoją ścieżkę do przebycia. My jako widzowie stajemy przed wyzwaniem: odkryć ich bardziej bądź mniej widoczne motywacje, poznać ekstrawaganckie nawyki, powiedzonka, zestawy szurniętych zachowań. A wszystko co posuwa fabułę naprzód i te postaci na naszych oczach zmienia, to interakcje między nimi, czy to w postaci intryg czy ciętych dialogów. Tu “Sukcesja” pokazuje, że łączenie interesów z interesem rodziny, jest jak plus i plus, które dają minus. Relacje ojca i syna, żony i męża, brata i siostry nigdy nie są po prostu relacjami rodzinnymi, bo zawsze widzimy w nich drugie dno. 

I jest nim trzeci wymiar: władza, a w zasadzie jej uosobienie w serialu, czyli Logan Roy. Patriarcha i zagadka. Jedyne, czego możemy się o nim dowiedzieć w toku serialu, to to, że nie ma żadnych skrupułów, manipuluje wszystkimi i jest gotów poświęcić każdego. Nie dla pieniędzy. One są nudne. Dla władzy, dla poczucia kontroli i wyższości.

Podobnie jak jego pierwowzór, Rupert Murdoch, chce mieć na zawołanie prezydenta USA. Chce kształtować narrację przez newsy i manipulować opinią publiczną. Kocha, kiedy ludzie się przed nim płaszczą, wkupują w jego łaski, a on może bezkarnie ich poniżać, bo na koniec i tak ucałują jego dłoń. Kocha biznesowe gierki, ruchy szachowe oraz impulsywne decyzje, bo jak mówi: business sometimes is a big dick competition. Logan Roy zawsze musi być “the biggest dick in every room”.

Ta mania władzy i wyższości jest toksyczna w małej i wielkiej skali. Nie jest normalne, kiedy rodzic szantażuje własne dzieci emocjonalnie i całkiem dosłownie. Nie jest też normalne, kiedy konglomerat medialny pluje jadem na każdego przeciwnika korporacji i realizuje dyspozycje na podstawie zachcianek właściciela.

To byłoby schematem, gdyby serial – na podobieństwo wielu innych – opowiadał nam o drodze Logana Roya w wyniku której chce się tej władzy pozbyć albo jakkolwiek nawrócić na jasną stronę mocy. Jak sam błyskotliwie komentuje, porównując się na moment do bohatera “Obywatela Kane” – w jego przeszłości nie ma żadnego “Rosebud”, który w filmie Orsona Wellesa był symbolem utraconej niewinności. Nie ma wspomnienia za którym tęskni, nie ma przełomowego momentu, w którym zaczął tracić swoje człowieczeństwo. On po prostu jest jaki jest. Taki bóg-ojciec i to bardzo starotestamentowy. 

To on jest mocą sprawczą, to rzeczywistość ma naginać się do jego woli, a nie na odwrót. Zrobi wszystko, aby kumulować więcej władzy, którą nie zamierza się dzielić – a jeśli ci się to nie podoba, to (mówiąc jego ulubionym zwrotem) “you can fuck off”.

Dlatego też jest jedną z najciekawiej napisanych niejednoznacznych postaci przedstawionych w popkulturze od czasu Ala Swearengen, który rządził “Deadwood”. Co jest o tyle zabawne, że:

  1. Brian Cox również grał w “Deadwood” i to przyjaciela Swearengena.
  2. Brian Cox jest bliskim przyjacielem Iana McShane’a, odtwórcy roli Swearengena.

Zaryzykowałbym stwierdzenie, że tak, jak rola McShane’a w “Deadwood” była jego opus magnum, tak bogaty dorobek artystyczny Coxa może być ukoronowany właśnie wybitną rolą w “Succession”.

Ale wracając do pytania postawionego w tytule. O czym tak naprawdę jest “Sukcesja”?

Pozornie o bogactwie, rodzinie i władzy. W rzeczywistości: o dysfunkcja, patologiach i traumach, które powstają w wyniku połączenia tych trzech rzeczy.

Bogactwo daje władzę, a władza – bogactwo przez pozycję społeczną, kontakty, kształtowania narracji, szantaż i przekupstwo. Łączenie rodziny z biznesem musi wywołać konflikt, tak samo jak łączenie władzy z rodziną – podległość lub spisek i zdradę.

“Sukcesja” nie tylko bawi się tymi składnikami jak alchemik szukający nowych sposobów na transmutację ołowiu w złoto czy stworzenie eliksiru nieśmiertelności – temu serialowi naprawdę się to udaje, bo rozumie, jak ważne są proporcje i zabawa naszą uwagą.

Przychodzimy dla opery mydlanej, a zostajemy dla nowoczesnej adaptacji Szekspira. Oczekujemy satyry i czarnego humoru, a dostajemy znienacka kopa w wątrobę doświadczając paraliżującej tragedii. Chcemy żeby bohaterowie cierpieli, ale kiedy już naprawdę cierpią, życzymy im, żeby się podnieśli i zwyciężyli. Nie rozumiemy tej całej ekstrawagancji i boskich przywilejów, ale bawi to, że nawet bogów można sprowadzić na ziemię wykorzystując ich słabości.

Jeśli to wszystko powyższe Was nie przekonuje, to polecam Wam oglądać “Sukcesję” choćby po to, aby czerpać przyjemność z obserwowania, jak bogaci niszczą sami siebie. To też ma swój urok.

Chcesz odwiedzić inne planety w Układzie?

Jeżeli lubisz ruchome obrazki, efekty CGI i charyzmatycznego prowadzącego.
Jeżeli doceniasz to co robię, chcesz mnie wesprzeć i mieć wpływ na B/S.
Jeżeli potrzebne Ci małe, regularne dawki wysokooktanowej inspiracji.
Jeżeli moja twarz Cię bawi, a wątpliwej jakości humor intryguje.
Jeżeli pasjonuje Cię mądre i nowoczesne zarządzanie i sektory kreatywne.
Jeżeli wiesz, że Twoja działalność powinna być bardziej bez schematu.