5 rzeczy, które GTA V zrobiło naprawdę dobrze

poniedziałek, 29 lipca 2019
Share

Oto 5 nieoczywistych rzeczy, które sprawiają, że do wciąż GTA V warto wracać, nawet grając w pojedynkę.

🎧 Tu znajdziesz wersje podcastowe

Spotify: https://spoti.fi/2Yfe2QB / Apple: https://apple.co/2MQhCNc

Listen to “5 rzeczy, które GTA V zrobiło naprawdę dobrze z perspektywy czasu” on Spreaker.


📰 Wersja tekstowa

Wiem, że gra, której poświęcam ten materiał nie jest najnowsza. Ukazała się 6 lat temu. Ale jest nie tylko najlepiej sprzedającą się grą w historii rozrywki elektronicznej – jest najlepiej sprzedającym się produktem w historii rozrywki w ogóle. Na koniec 2018 roku rozeszła się łącznie w liczbie 90 milionów egzemplarzy i wygenerowała 6 miliardów dolarów przychodu. Więc, można powiedzieć, wciąż jest aktualna i ogrywana. A przy tym uważana za jedną z najważniejszych gier poprzedniej generacji konsol.

Ja wróciłem do tego tytułu kilka tygodni temu i huuu… nie żałuję. Tym razem w oczy rzuciło mi się 5 nieoczywistych rzeczy – pośród tysięcy innych – które twórcy z Rockstar Games zrobili naprawdę świetnie. Inaczej, niż zrobiłoby to wielu innych producentów. I ten odcinek poświęcam właśnie im, jako mój mały hołd dla tej gry. Nie będzie o tym, że świat gry jest duży, że modeli samochodów jest wiele, a bohaterom klapią klapeczki i 301 innych szczegółów, które mogłeś przeoczyć.

Oto 5 subiektywnie dobranych rzeczy, które sprawiają, że GTA V pozostanie dla mnie wieczne.

Po 1. To bezlitosna satyra na współczesną Ameryką

Nie jest to novum w przypadku gier z serii GTA, bo Szkoci z Rockstar Games od zawsze wyśmiewali amerykański kulturę konsumeryzmu, ale tym razem wznieśli się na wyżyny kreatywności w swoim szyderstwie. Kpią przede wszystkim z idei “amerykańskiego snu” i tego, że każdy może stać się kimś: włącznie z głównymi bohaterami, w tym Michaelem, dla którego amerykański sen okazał się koszmarem i Franklinem, który ten amerykański sen próbuje wyśnić.

Ale mamy też niedorzeczną rywalizację między agencjami przypominającymi FBI i CIA. Mamy bezsensowne i bezzasadne tortury, których dokonują na więźniach o ciemniejszym kolorze skóry. 

Mamy korporację, która wygląda jak Facebook i w której pracownicy nie różnią się zanadto od bohaterów serialu “Silicon Valley” z HBO i większość czasu spędzają grając na udawanych gitarach w powietrzu albo bawiąc się odbijaniem piłeczki od ściany. A ich boss jest takim Markiem Zuckerbergiem, który sprzedaje więcej bullshitu, dysponując nieco większą charyzmą.

Reklamy w radiu zachęcają do inwestowania w prywatne więzienia, bo to pewny zwrot w przyszłości, skoro prawodawcy zamierzają przeforsować prawo, by wsadzać ludzi za mniejsze przewinienia. Albo, że najlepszym i permanentnym sposobem na depresję i życie w pędzie jest lobotomia.

Jest Weazel News, wzorowane na stacji Fox News, którego hasło reklamowe brzmi: wzmacniamy twoje uprzedzenia. Jest wyświetlany w tej stacji telewizyjny talent show “Fame or Shame”, w którym sędziowie poniżają i lżą uczestników ku uciesze gawiedzi,  Jest sieć sklepów z bronią Ammu-Nation, która wygląda funkcjonuje jak podziemne państwo w państwie, dla którego dostęp do broni palnej dla każdego obywatela – choćby to był minigun – jest prawem najświętszym i nienaruszalnym.

Jak to ujął kiedyś Dan Houser: GTA to Ameryka. Ja bym dodał: to takie upside down Ameryki, czyli świat alternatywny, jak w “Stranger Things”, w którym wszystko to, co absurdalne, zostaje wyolbrzymione. Hiperbola i satyra na najdumniejszy naród świata, który lubi o sobie mówić: najwspanialszy. A grupka Szkotów z Rockstar Games mówi: nie taki znowu wspaniały. I inkasuje 6 mld dolarów.

Po 2. Trevor Philips

Jeden z trzech grywalnych bohaterów, obok wymienionego Michaela i Franklina. Kiedy pierwszy raz grałem w GTA V 6 lat temu, miałem poważny problem, aby zaakceptować tę postać, jako jednego z protagonistów. Szalony, nieobliczalny, brutalny i kulturalny na przemian. Antypatyczny i nie przywiązujący większej wagi do higieny osobistej. I dopiero z czasem do mnie dotarło. Trevor jest także satyrą, ale nie tyle na Amerykę, co na popkulturę, gry wideo i… samego gracza. Bo Trevor to także hiperbola naszej fascynacji antybohaterami, takimi jak Walter White, Dexter, czy Tony Soprano. I, szczerze, co robią ludzie, kiedy po raz pierwszy daje im się zagrać w GTA? Kradną samochody, rozjeżdżają przechodniów, sięgają po broń i strzelają do wszystkiego co się rusza. Skaczą z budynków, wszczynają bójki i kradną wozy strażackie po tym, jak podpalą całą autostradę. Trevor jest ucieleśnieniem naszego jungowskiego “Cienia”. Tej strony naszej osobowości, którą normalnie wypieramy, a którą GTA w nas wyzwala z zabójczym efektem.

Po 3. Mechanika zmiany bohaterów

To był chyba największy “shocker” w momencie ogłoszenia GTA V w 2011 roku. To, że gra nie będzie mieć jednego, ale aż trzech grywalnych bohaterów. I nie tyle dostępnych do wyboru na początku rozgrywki, co równorzędnych w wątku fabularnym. A to oznaczało, że gracz będzie kierować każdym z nich i to wcale nie wtedy, kiedy zdecyduje o tym gra, ale sam gracz. Zaimplementowano więc system zmiany bohaterów, który – z różnych względów – nie w każdej misji oferuje dostęp do wszystkich trzech z nich. Ale podczas swobodnej rozgrywki, czyli kiedy po prostu wędrujemy sobie po mieście, możemy w dowolnym momencie zmienić bohatera. Kamera oddala się jak w górę z ujęcia z satelity, opuszczając jedną postać, i przesuwa do innego punktu miasta, przybliżając do innej i pozwalając się w nią wcielić. Ten efekt, nawet po 6 latach, robi wielkie wrażenie, szczególnie, że nigdy nie wiemy, w jakiej sytuacji zastaniemy bohatera. Czy właśnie wychodzi pijany z baru, czy obudził się bez spodni w parku, czy może ściga kogoś jeepem po obrzerzach miasta, a my po prostu lądujemy w środku akcji. Mało tego. Te postaci, kiedy je opuszczamy i zmieniamy na inne, nie przestają żyć. Można np. natrafić na Trevora grając Michaelem i usłyszeć od niego: are you stalking me?

Wspomnę jeszcze tylko, że ten system działa także podczas kilku wspólnych misji, kiedy możemy zdecydować, czy chcemy pilotować teraz helikopter jako Trevor, czy asekurować Michaela jako Franklin z pozycji snajpera. Zmieniamy postać, zmieniając jednocześnie perspektywę całej akcji.

Ciekawe, że nikt inny nie powtórzył tego systemu, odkąd stworzył go Rockstar.

Po 4. Nieznajomi i dziwacy

Czyli seria misji “Strangers and freaks”, które pozwalają nam współpracować z jednymi z najbardziej odjechanych postaci, jakie stworzono w jakimkolwiek medium. 

Rąbnięta para starszych brytyjczyków, którzy mają obsesję na punkcie amerykańskich celebrytów i wizytując w Los Santos, potrzebują pomocy najpierw z kradzieżą przedmiotów osobistego użytku, a później z porwaniem jednej z gwiazd kina. 

Inna para dzielnych patriotów i samozwańczych strażników granicy z Meksykiem, którzy namawiają Trevora do wyłapywania przypadkowych latynosów w celu zachowania czystości narodu amerykańskiego. Zaznaczę, że jeden z tych strażników ma na imię Josef  i nie wypowiada choćby jednego słowa w innym języku niż rosyjski, Mimo to, czuje się prawdziwym amerykańskim patriotą i nie pomija żadnej okazji, żeby to podkreślić.

Adrenalinowy junkie, czyli dziany finansista, który namawia Franklina do różnych szalonych akcji, jak skakania quadem z samolotu, lądowanie na spadochronie i zjazd wyczynowy rowerami górskimi z najwyższego szczytu w północnym San Andreas. Socjopatyczny paparazzi, który gardzi celebrytami, a w rzeczywistości po prostu sam chce stać się jednym z nich. Ewa Chodakowska z kryzysem wieku średniego, która wypowiada wojnę mężczyznom i prowadzi ją z każdym z bohaterów w innej dyscyplinie sportowej w najmniej oczywistych momentach gry.

To jest sztuka, aby stworzyć tak fantastyczne postaci i dialogi, żeby główną motywacją do gry nie było zdobywanie jakichkolwiek punktów, ale po prostu możliwość interakcji z nimi.

Po 5. Otwarcie GTA na mody

To jest powód, dla którego wróciłem do tej gry. Kocham modyfikacje do gier, które kocham i tak. Ale jeszcze bardziej kocham kulturę społeczności moderskich, czyli utalentowanych twórców, którzy tworzą fantastyczne dodatki i usprawnienia i dzielą się nimi za darmo z innymi. (chciałbym kiedyś zrobić serię dokumentalną o społecznościach moderów różnych gier, ale to tak na marginesie).

Dzięki modowi Redux GTA, które ogrywałem wyglądało olśniewająco. Wcale nie jak gra z 2013 roku. Ale można też grać Iron Manem i Hulkiem biegającym po Los Santos. Można wprowadzić na jego ulice setki nowych modeli samochodów. Można grać Mario jeżdżącym na desce albo potężnym psionikiem, który siłą umysłu rzuca samochodami jak tekturowym pudełkiem. Albo zainstalować mod, który sprawia, że jeśli coś zbroisz, to trafisz do więzienia i musisz odsiedzieć swoje.

Oczywiście, to wszystko dostępne tylko dla PCtowców. Ale wielki szacun dla Rockstar za to, że daje narzędzia i możliwości modyfikacji ich gier dla komputerowców, bo to właśnie sprawia, że żyją one tak długo. Zawsze nabierają nowych rumieńców, kiedy odpali się je z kilkoma zmieniającymi zasady gry modami. Albo wraca do nich chętniej, kiedy wyglądają tak dobrze, jak współczesne produkcje na rynku.

Chcesz odwiedzić inne planety w Układzie?

Jeżeli lubisz ruchome obrazki, efekty CGI i charyzmatycznego prowadzącego.
Jeżeli doceniasz to co robię, chcesz mnie wesprzeć i mieć wpływ na B/S.
Jeżeli potrzebne Ci małe, regularne dawki wysokooktanowej inspiracji.
Jeżeli moja twarz Cię bawi, a wątpliwej jakości humor intryguje.
Jeżeli pasjonuje Cię mądre i nowoczesne zarządzanie i sektory kreatywne.
Jeżeli wiesz, że Twoja działalność powinna być bardziej bez schematu.