Zrozumieć TOOLa (i nie odlecieć)

czwartek, 29 sierpnia 2019
Share

To była tylko kwestia czasu aż TOOL w końcu pojawi się w Bez/Schematu. Bo nie mogło być inaczej – ten zespół miał i ma olbrzymi wpływ na mnie i na to, co robię.

🎧 Tu znajdziesz wersje podcastowe

Spotify: https://spoti.fi/32a8hpB / Apple: https://apple.co/32nEnyP

Listen to “Zrozumieć TOOLa (i nie odlecieć)” on Spreaker.


📰 Wersja tekstowa

Cztery zawsze starannie wystylizowane litery, których kombinacja daje jedno słowo o wielu znaczeniach. Dla jednych to dosłownie narzędzie, może klucz francuski, dla innych to przenośnia: męski sprzęt albo nie przymierzając: kretyn – każdy może wybrać takie rozumienie, jakie najbardziej mu odpowiada. I o to właśnie muzykom z zespołu TOOL chodziło od samego początku. To podstawa ich filozofii, którą manifestują w samej nazwie: nie mówić wszystkiego wprost, skłonić do myślenia i własnej interpretacji.

To była tylko kwestia czasu aż TOOL w końcu pojawi się w Bez/Schematu. Bo nie mogło być inaczej – ten zespół miał i ma olbrzymi wpływ na mnie i na to, co robię. Mówi się, że to muzyka rockowa dla człowieka myślącego i dźwięki, które uciekają konwencjom. Krążą po elipsach, helisach i spiralach, tworząc symetryczne i nieuchwytne wzory, a żeby w ogóle móc je docenić, trzeba nauczyć się słuchać ich w sposób rytualny.

Brzmi to nazbyt pretensjonalnie? Może. Duchowo? Z pewnością i nie ma w tym nic złego. To część ich stylu, wyjątkowej tożsamości artystycznej. I to na niej chciałbym skupić się w tym materiale. Co sprawia, że TOOL to TOOL? Dlaczego zespół, na którego nowy album trzeba było czekać 13 lat, który unika mediów społecznościowych, a jeszcze miesiąc temu był nieobecny na jakichkolwiek platformach streamingowych, utrzymuje status kultowego, ściąga na koncerty tylu fanów, ile występy Taylor Swift, jest cytowany przez Justina Biebera i deklasuje Drake’a na liście Billboardu. 

Zanim spróbuję spojrzeć na fenomen TOOLa, zaznaczę, że TOOLa po prostu wypada słuchać. Ja robię to od 20 lat i jeżeli Ty tego jeszcze nie robisz, to zachęcam Cię do spróbowania ich muzyki na Spotify czy YouTube. Teraz masz ku temu świetną okazję, bo od początku sierpnia znajdziesz ich twórczość w serwisach streamingowych, a jakby to ujął wokalista Maynard Keenan: im bardziej pozwolisz muzyce mówić za siebie, tym silniejszy będzie jej wpływ. 

Ale poza słuchaniem TOOLa, warto ten zespół także zrozumieć i może czegoś się od niego nauczyć – szczególnie, jeżeli jest się artystą lub twórcą. A 3 słowa, które moim zdaniem stanowią klucz do zrozumienia tego zespołu to: intelekt, intencja i spektakl.

1. Intelekt

Gdy mówię “intelekt”, to myślę: głębia i złożoność. O twórczości TOOLa można powiedzieć wiele, ale z pewnością nie to, że jest banalna. A powiedzieć, że “TOOL robi piosenki”, to jak powiedzieć, że “ja robię jutuby”. Niby się zgadza, ale jakoś tak po drodze wyparowało nieco szarych komórek. 

Muzyka TOOLa jest potrawą dla ludzi myślących. Tych, którzy chcą się czegoś w muzyce doszukać, coś przeżyć i wynieść dla siebie. Nie po prostu poskakać, pomachać głową czy ledowi kijaszkami w powietrzu. (Nie żeby było w tym coś złego, zresztą jest kilka starych, dobrych numerów TOOLa, przy których można ruszyć w tany pokrzykując “jazda!” i “Ekwador!”).

A jak sprawić, żeby muzyka trwała i zachęcałą do kolejnych i kolejnych odtworzeń? Zrobić z niej łamigłówkę. 

Stąd w kompozycjach TOOLa niestandardowe, często zmieniające się podziały rytmiczne, nierzadko nawet polirytmy, czyli dwa różne rytmy wygrywane jednocześnie. Stąd powykręcane i czasem ciągnące się w nieskończoność, zupełnie jak schody z obrazów Eschera, struktury i aranżacje. 

Stąd też wyraźne motywy tematyczne utworów i całych albumów. Racjonalizm, humanizm i duchowość, psychodelia, moralność i współczesność. Chłopaki potrafią czerpać z wzorów matematycznych, kosmologii i filozofii przyrody, myśli Carla Junga, klasyki literatury i standupów komika Billa Hicksa. Często na przestrzeni jednej płyty. 

Do tego dochodzą wielopłaszczyznowe liryki, bo zawartość utworu TOOLa nigdy nie jest oczywista.

“Prison Sex” to nie utwór o więziennym gwałcie, jak może sugerować tytuł, tylko dramat człowieka, który nosi w sobie traumę z dzieciństwa i sam przenosi ją na innych jako pedofil. Według jednej z interpretacji: być może jako ksiądz.

“Vicarious” opowiada o naszej potrzebnie doświadczania przemocy i tragedii z perspektywy innych ludzi. Za sprawą mediów, z bezpiecznej odległości, ale nigdy samemu.

“Aenema” to fantazja o apokalipsie, która zniszczy Kalifornię i w postaci wielkiego tsunami niczym lewatywa przeczyści amerykańską kulturę. Zresztą, tytuł albumu “aenema” to połączenie słów “Anima” dusza, czy też siła witalna w ujęciu Carla Junga oraz “enoma” czyli lewatywa.

“Lateralus” to kompozycja zbudowana na matematycznej sekwencji Fibonacciego, stanowiąca pochwałę ludzkiego rozumu. A epickie “10.000 Days” to piosenka o miłości bez schematu: o matce wokalisty, Judith Marii Keenan, która spędziła na wózku inwalidzkim 27 lat życia – tytułowe 10 tys. dni – nigdy, nawet na moment, nie tracąc wiary w Boga.

Jak już powiedziałem, TOOL niczego nie podaje słuchaczom na talerzu, oczekuje pomyślunku, żeby w tej złożoności znaleźć jakąś metodę, a między wierszami głębię.

I trudno mówić o intelekcie w muzyce TOOLa nie wspominając o talencie samych muzyków. To czwórka wirtuozów, z których każdy potrafi wycisnąć ze swojego instrumentu brzmienia, jakby wpinał je do innej rzeczywistości.

Basista Justin Chancellor bardzo często przyjmuje funkcję wiodącej gitary, gra melodyjne riffy, korzysta z mnogości nietypowych efektów, często nawet gra solówki. (W tym momencie większość basistów powinna złapać się za głowę). Gitara Adama Jonesa z kolei tworzy nieoczywiste wzory melodyczne i rytmiczne. Łączy różne techniki, w jednej chwili potrafi udawać wiolonczelę, aby chwilę później brzmieć jak tokarka zaprogramowana na zniszczenie ludzkiej cywilizacji.

Perkusista Danny Carey, w moim przekonaniu jeden z najlepszych perkusistów świata, jest jak mechaniczna ośmiornica przywołana wprost ze świata H.P. Lovecrafta przez zafascynowanego okultyzmem zegarmistrza. Carey to perkusyjna bestia, nie po prostu bębniarz. Stosuje wiele dodatkowych instrumentów perkusyjnych jak indyjska tabla, czy elektroniczne pady, jakimi są mandale. To on najczęściej łączy wschód z zachodem, tradycję z nowoczesnością, precyzję z lekkością i chaos z porządkiem.

I wreszcie Maynard James Keenan, którego głos rozciąga się na wielobarwne spektrum emocji i stylów i lawiruje po różnorodnych skalach tonalnych. Jest jak słoik miodu, w którym można znaleźć żyletkę.

Czwórka wybitnych muzyków i ich fenomenalne umiejętności to jedno, ważniejsze jest to, w jaki sposób potrafią je skonfigurować. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że brzmią razem jak żywy organizm, w którym poszczególne instrumenty stanowią współpracujące systemy i układy. W muzyce TOOLa nigdy nie ma bezmyślnych popisów wirtuozerii, na pierwszym miejscu stoi kolektyw. To również jest objawem dojrzałości i intelektu… i patrzę w tym momencie na wszystkie progresywno rockowe i metalowe zespoły, lubujące się w instrumentalnym onanizmie bez celu.

U TOOLa cel stoi na pierwszym miejscu. Za wszystkim co robi zespół kryje się jakaś intencja artystyczna. Nieprzypadkowy jest ich styl bycia, sposób w jaki dzielą się swoją twórczością oraz jak ją rozumieją.

2. Intencja

Gdybym miał rozbić to, co rozumiem przez “intencję” na dwa słowa jak zrobiłem to w przypadku “intelektu”, to byłyby to: perfekcjonizm i konsekwentność. Perfekcjonizm, czyli wręcz chorobliwe szlifowanie swojej muzyki tak, żeby była ona nie do odtworzenia przez innych śmiertelników i konsekwentność, czyli robienie swojego i po swojemu oraz w swoim tempie: wbrew trendom i modom technologicznym, artystycznym. Po prostu pozostawanie wiernym swoim wartościom i filozofii artystycznej.

Jest jakiś powód, dla którego chłopaki kazali fanom czekać na nowy album 13 lat. OK, tych powodów było sporo, ale perfekcjonizm jest jednym z nich. Stworzenie takiej muzyki, ponad 10-minutowych kompozycji skąpanych w polirytmach i dopracowanie ich wykonań na żywo zajmuje czas. Dużo czasu. A szalone koncepty, które artyści wszywają w swoje utwory i albumy też nie powstają za pstryknięciem palca.

To dorzućmy do tego konsekwentnie podtrzymywaną przez ponad dekadę decyzję zespołu, aby nie dystrybuować swojej muzyki przez platformy streamingowe. Jak powiedział kiedyś Maynard: ich kawałki to nie spoty reklamowe, które można zarzucić w radiu niczym jingiel – raczej seansy kinowe. Toteż Intencją zespołu było prezentować swoją muzykę jako kompletną całość, na płycie CD. I teraz, kiedy TOOL zdecydował się pójść z duchem czasu i zawitać na platformach streamingowych… i tak wydaje album w wersji fizycznej i limitowanej z 4-calowym składanym ekranem HD i mini głośniczkami, aby można było na nim obejrzeć specjalny wideoklip. To jak puszczenie oka do fanów: tak, jesteśmy na platformach streamingowych, ale dalej uważamy, że wydania fizyczne rządzą. Jeśli to nie jest wierność swojej filozofii twórczej, to nie wiem co mogłoby nią być.

Jeszcze mało perfekcjonizmu? Gitarzysta Adam Jones, pełni poniekąd rolę dyrektora artystycznego w zespole i reżysera jednocześnie. To dzięki jego zaangażowaniu i współpracy z ilustratorem Alexem Greyem albumy mają charakterystyczne, psychodeliczne okładki, które wielu służą za obrazy. I to dzięki niemu powstają małe dzieła sztuki, jakimi są wideoklipy. Tworzone w nietypowych technikach animacji, m.in. stop motion, dopracowywane tak, jakby to była studencka etiuda kręcona przez lata, z miejsca startująca po Oscara w kategorii filmów krótkometrażowych. Wideoklipy TOOLa, które zresztą lecą w tle tego odcinka w wersji vlogowej, często nadają nowego znaczenia i głębi utworom. Trudno przejść obok nich obojętnie, nawet jeśli nie zna się muzyki tego bandu. Wiem co mówię, widziałem reakcje członków rodziny, kiedy na MTV2 pojawiał się wideoklip “Schism” albo “Paraboli”.

Można by powiedzieć, że TOOL tak naprawdę nie tworzy muzyki, a stara się komponować przeżycia w formie audiowizualnej i kinestetycznej (w sensie, chodzi o dotyk). Do tego hipnotyzujące i dobrze wyreżyserowane występy na żywo i możemy mówić po prostu o formie spektaklu.

3. Spektakl

To właśnie widząc ten zespół na scenie, a miałem przyjemność dwa razy, można odczuć jakiś… mistycyzm. Może nawet wrażenie uczestnictwa w zgromadzeniu sekty, które muzycy podsycają przyjmując na występach jakby rolę egipskich kapłanów, chcących nas przekonać, że potrafią wywołać zaćmienie słońca. A my chcemy w to wierzyć, także poza halą koncertową.

W kontekście premiery “Fear Inoculum”, w połowie czerwca wybrani dziennikarze muzyczni z całego świata dostali tajemnicze zaproszenie na sekretne sesje odsłuchu nowej płyty, na które można było zabrać wyłącznie długopis i kilka kartek papieru. Jakby zespół mówił: zostaliście namaszczeni na naszych apostołów, doświadczcie naszego opus magnum, a teraz idźcie i nieście dobrą nowinę.

Można się zaśmiać, można zapłakać, dlatego niech to wybrzmi: spektakl w wykonaniu TOOLa o wyłącznie mistycznym charakterze nie byłby do zniesienia. Wszystko co dotychczas powiedziałem może budować wizerunek zespołu pretensjonalnego, hermetycznego i nieznośnie poważnego. Nic podobnego. Spektakl TOOLa to w dużym stopniu… komedia i dystans do siebie.

Czasem TOOL aż zdaje się krzyczeć: nie bierzecie nas aż tak na poważnie! To tylko takie show, to tylko złożona z paru nut muzyka. Nie żadna religia. Miejcie do siebie dystans, tak jak i my mamy do siebie. 

I jako fan od 20 lat mogę powiedzieć, że istnieje jakaś forma zabawy z fanami, może nawet prowokacji. Artyści rzucają fanom skrawki informacji, kąski, tropy i lubią obserwować, jak ci zagłębiają się w interpretacjach – nawet jeśli nic to nie znaczy. Sami podsycają ten kult, robiąc rzeczy na pokaz, jakby “trolling” był nieodłączną częścią ich twórczości.

Kiedy w 1993 r. TOOL w wyniku dziwnego zbiegu okoliczności zagrał w miejscówce należącej do Kościoła Scjentologicznego, wokalista Maynard chodził z miejsca na miejsce po scenie i wydawał z siebie beczenie owcy. Przez półtorej godziny. Na innym koncercie skłonił publikę, żeby przez 5 minut powtarzała frazę: “think for yourself – question authority”. Kiedy krzyczała to już cała sala, dorzucił tylko mimochodem: “don’t repeat things anyone asks you to”.

Stąd też sesje zdjęciowe muzyków podczas grilla, a nie w jakimś opuszczonym gotyckim kościele. I już tylko jako wisienkę na szczycie tortu dorzucę, że jeden z przerywników na płycie “Aenema” jest kilkuminutową inkantancją w języku niemieckim, która brzmi jak okultysta przyzywający demona, a w rzeczywistości stanowi przepis kulinarny. 

Tak, to ten sam zespół, który tworzy utwory oparte na sekwencji Fibonacciego i sięga po Artystotelesa, by opisać istotę ludzkiej duszy. Ponownie zacytuję Maynarda: jeżeli zaczniesz traktować się zbyt poważnie, twoja sztuka na pewno na tym ucierpi. Dla TOOLa twórczość jest formą spektaklu, a nigdzie nie zostało napisane, że ma to być wyłącznie tragedia.

Wszyscy twórcy mogliby odrobić kilka lekcji poznając twórczość tego zespołu. A przede wszystkim Justin Bieber, który cytuje na Instagramie utwór “The Pot”, ale nie rozumie jego przekazu.

Po pierwsze, wciąż są na świecie ludzie, którzy doceniają to, co ma głębię. Którzy nie chcą być traktowani jako masa idiotów. Którzy od szybkiej konsumpcji wolą dobrą strawę i nieco refleksji. Jak np. vlog poświęcony popkulturze i mediom, który wybrał formę eseju i perspektywę analityczną. Niech ten punkt symbolizuje zakurzone już dziś nieco słowo: intelekt.

Po drugie, to że sztuka może mieć wiele wymiarów i żaden jej element nie powinien być przypadkowy. Fani premiują konsekwencję, a w świecie, w którym startupowcy krzyczą: wypuść nieskończony produkt! na szczęście są artyści, którzy mówią: nie wypuścimy tego, czego nie uznamy za wystarczająco dobre. Dlatego ten odcinek pisany był przez 3 cholerne tygodnie, a nie stanowi po prostu recenzji “Fear Inoculum”. Odhaczmy więc słówko intencja.

I po trzecie, że tajemnica zawsze podsyca ciekawość, ale dystans do siebie jest dziś na wagę złota. Każdy twórca tworzy spektakl, widowisko, w którym musi zaprezentować wersję siebie i dobrze, aby była ona przerysowana. Dlatego nie starałem się być w tym materiale robotem czytającym kawałek tekstu, ani nie pozwalałem mojemu ego wyjść z ekranu. Równowaga we wszystkim, tak długo, jak jest to autentyczne.

Cieszę się, że TOOL wszedł w nową epokę z hukiem, ale nie wydaje się, żeby szedł na kompromisy w swojej sferze twórczej. Taki wstępny wniosek płynie po wysłuchaniu nowego albumu “Fear Inoculum”. To wciąż TOOL, ale jednak bardziej dojrzały, już zupełnie oddany swoim wizjom i mający za nic opinię innych. Taki, który jest w stanie nosić skarpetki z sandałami i jeszcze sprawić, że wygląda to cool.

Chcesz odwiedzić inne planety w Układzie?

Jeżeli lubisz ruchome obrazki, efekty CGI i charyzmatycznego prowadzącego.
Jeżeli doceniasz to co robię, chcesz mnie wesprzeć i mieć wpływ na B/S.
Jeżeli potrzebne Ci małe, regularne dawki wysokooktanowej inspiracji.
Jeżeli moja twarz Cię bawi, a wątpliwej jakości humor intryguje.
Jeżeli pasjonuje Cię mądre i nowoczesne zarządzanie i sektory kreatywne.
Jeżeli wiesz, że Twoja działalność powinna być bardziej bez schematu.